piątek, 11 kwietnia 2014

Big Bang 4


Shiroto chciała zapaść się pod ziemię. A najlepiej by było dla niej jakby zemdlała. Przed sobą zobaczyła czarnowłosego, wysokiego mężczyznę, który pracował w sklepie, doprowadził do tego, że zwolniono ją z pracy i niesamowicie ją denerwował. Ze złości, aż wydęła usta i popatrzyła na niego agresywnie. Miała chęć zapytać co tu robi i dlaczego zawsze jest tam gdzie ona. Jej oczy ciskały błyskawice w jego kierunku, ale widać się tym nie przejął, bo pozostał na miejscu.

-Dlaczego tutaj jesteś? -zapytał zaskoczony.

Shiroto warknęła:

-A ty? Po co mnie śledzisz?

-Co takiego?-uniósł brwi.- Nie miałem pojęcia, że tu będziesz. Gdybym wcześniej wiedział to poszukałbym sobie innego klubu.-rzucił oschle.

-Ale jesteś miły.-prychnęła i odwróciła się od niego. Podeszła do baru i wychyliła kieliszek drinka. A potem następny. Nie zwracała uwagi na osobę stojącą za nią. Chciała zapomnieć o całym świecie chociaż na chwilę. Właśnie miała zamiar wypić kolejny drink, gdy czyjaś ręka chwyciła jej szklankę.

-Nie pij więcej.-usłyszała tuż przy uchu. Zamarła z podniesioną ręką. Poczuła zapach męskich perfum, które pobudzały jej zmysły i niesamowicie jej się podobały. Mogłaby utonąć w tym zapachu, lecz po chwili przypomniała sobie kto za nią stoi i odwróciła się ze złością.

-Oddaj mi to. Nie będziesz mi mówić co mogę, a co nie.

-Będziesz tego żałować.-rzucił i zwrócił jej szklankę.

-Nie sądzę.-odparła i wróciła do baru. Usiadła na swoim miejscu i zaczęła pić.

****************

T.O.P patrzył na dziewczynę, którą spotkał w sklepie i nie mógł uwierzyć, że próbował jej pomóc. Jeśli chce się upić to jej wybór. Ale skoro tak to dlaczego gdy widział, że pije coraz więcej miał ochotę ją zganić za głupotę i odebrać szklankę? To nie było w jego stylu. Zupełnie jej nie znał, była mu obca i nie cierpiała go równie dobrze jak on jej. Mimo wszystko zauważył, że ją zranił. To przez niego była smutna i chciała odlecieć. Zauważył jak się ubrała i dopóki on się nie pojawił pewnie dobrze się bawiła. Ale skąd mógł wiedzieć, że tu dziś będzie? W mieście jest wiele klubów, dlaczego wybrała akurat ten?

Przez cały wieczór nie spuszczał z niej oczu. Gdy zrobiło się naprawdę późno chciał już sobie pójść i zostawić ją samą, lecz zauważył coś czego nie mógł zignorować. Gdy dziewczyna wypiła któregoś już z kolei drinka podszedł do niej obcy mężczyzna i coś powiedział. Ona spojrzała na niego dość nieprzytomnie i pokiwała głową na boki, cokolwiek to miało znaczyć. Mężczyzna widocznie uznał to za zgodę, bo chwycił ją pod ramię i zaczął ciągnąć w stronę parkietu. Brunetka opierała się i wyrywała, ale natręt nie chciał jej puścić. T.O.P był bardzo ciekawy co się teraz wydarzy. Jego pomoc odtrąciła więc niech sobie radzi sama. Pijana dziewczyna i mężczyzna znaleźli się na parkiecie i zaczęli tańczyć w rytm muzyki. Jeśli to można było nazwać tańcem. Dziewczyna kiwała się na boki i przewracała, ale towarzysz nie puścił jej ani na chwilę. W końcu widocznie miała dość jego towarzystwa, bo próbowała się wyrwać i odejść. Z dość marnym skutkiem. Facet wyraźnie zaczął się do niej przystawiać, na co ludzie nie reagowali, bo było zbyt głośno i ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć. Ale T.O.P. wyraźnie widział i miał już dość. Wstał i podszedł do szarpiącej się pary. Chwycił mężczyznę za ramię i rzucił:

-Zostaw ją, nie jest zainteresowana.

-Pewnie, że jest , tylko jeszcze o tym nie wie.

-Daj jej spokój.-warknął coraz bardziej zły na dziewczynę, że doprowadziła do takiej sytuacji i swojego nietrzeźwego stanu.

Brunetka widocznie podzielała jego zdanie, bo zaczęła się szarpać i wyrywać obcemu.

-No już maleńka, zaraz stąd pójdziemy.- powiedział natręt.

-Nigdzie z tobą nie pójdę! -warknęła.

T.O.P miał już powyżej uszu tego dnia i wieczora. Marzył żeby wrócić do domu i pójść spać. Dlatego postanowił skrócić tę kłótnię o nic.

- Hej, głuchy jesteś czy jak? Powiedziała, że nie pójdzie. Więc zostaw ją w spokoju.

-To chyba nie twoja sprawa, co koleś?

- Chyba jednak moja, bo jestem tu z nią, rozumiesz czy mam ci to jaśniej wytłumaczyć?

Mężczyzna widocznie się zmieszał.

-Ale...ach..ja myślałem, że...mówiła mi, że jest sama...

-No widzisz? Nigdy nie ufaj kobiecie.-rzucił i chwycił dziewczynę pod ramię. W samą porę, bo brunetka właśnie przestała w ogóle reagować na cokolwiek. Była tak pijana, że nie wiedziała gdzie góra, a gdzie dół. Mężczyzna odszedł niepocieszony, a T.O.P pozostał z kłopotem. Zastanawiał się co teraz. Nie wiedział gdzie mieszka nieznajoma, więc jedynym wyjściem było zabrać ją do siebie. Nie mógł jej pozostawić na ulicy, bo ktoś mógłby ją okraść, albo pobić.

Miał tylko nadzieję, że jakoś mu to wynagrodzi i chociaż podziękuje. Wziął ją na ręce i opuścił klub nie żegnając się nawet z przyjaciółmi.

 

niedziela, 29 grudnia 2013

Big Bang 3

Po pierwsze przepraszam za to, że tak długo milczałam. Cóż, byłam pewna, że już nikt nie czyta tych moich bzdur, ale pomyliłam się za co bardzo przepraszam czytelników. Nie wiem czy wrócę do tego stylu którym pisałam, bo minęło sporo czasu od tamtego momentu, ale postaram się:) Mam nadzieję, że się nie gniewacie i mi wybaczycie:) Bardzo proszę. Zapraszam Was do czytania i słuchania;)


Shiroto musiała się odprężyć. Musiała się jakoś zrelaksować, bo utrata pracy mocno nią wstrząsnęła. To był wypadek, myślała. I fakt, że ten chłopak w czapeczce był w stanie to zaakceptować, o tyle jego przyjaciel najwyraźniej nie. Patrzył na nią tymi ciemnymi oczami, a ona za każdym razem gdy wracała myślą do tego momentu drżała na samą myśl. No i jeszcze choroba. Na szczęście szybko została wyleczona, a ten przemiły asystent lekarza, Daesung, załatwił jej wypis za co była ogromnie wdzięczna.
Teraz musiała poszukać sobie nowej pracy, tylko gdzie?
Był piękny, słoneczny dzień i Shiroto postanowiła wybrać się na zakupy. Nigdy nie była jakąś fanką mody, ale niechlujna też nie była. Ubierała się ładnie, lecz skromnie.
Przy narożniku zauważyła jakiś sklep z odzieżą. Nie zwracając zbytnio uwagi na nazwę, weszła do środka.
Pomieszczenie było ładnie i przytulnie urządzone, manekiny ubrane były w kolorowe ubrania i wygodne ubrania, a za ladą stał ciemnowłosy sprzedawca. Był odwrócony tyłem i coś układał więc Shiroto nie widziała jego twarzy. Nie zastanawiając się dłużej weszła w głąb sklepu, w poszukiwaniu czegoś co by jej odpowiadało. Wybrała zielony sweterek, ciemnofioletową bluzkę na ramiączkach oraz kolorową chustę na ramiona.
Stwierdziła, że będzie idealnie pasować do jej innych ubrań. Skierowała się do kasy i zamarła w pół kroku. Nie wierzyła własnym oczom! Sprzedawcą okazał się...jej były klient!
Ten, dzięki któremu została wyrzucona z pracy. Pięknie!
Gdybym wcześniej wiedziała, że on tu pracuje to... No, ale teraz się nie wycofa. Te ubrania za dużo dla niej znaczyły. Jeden raz i nigdy więcej. Już nigdy jej stopa nie przekroczy progu tego sklepu.
Shiroto wolnym krokiem skierowała się do kasy po drodze uważnie oglądając stojaki z biżuterią. Udawała, że nie widzi tego wrednego typa.
Gdy postawiła zakupy na ladzie, nie podnosząc wzroku, zapytała:
-Ile płacę?
Po drugiej stronie panowała cisza.
-Hmm... czy ty jesteś tą kelnerką?- usłyszała.
Podniosła wzrok i napotkała czarne oczy.
-Słucham?
-Nie chciałem żeby to się tak skończyło, musisz mi uwierzyć.-nalegał.
-Dlaczego miałabym to zrobić?- zawarczała.-To twoja wina i nic tego nie zmieni. Nie mam pracy przez ciebie.
Zaskoczony patrzył na nią przez chwilę, po czym zmrużył oczy. Wyglądał jak tygrys szykujący się do ostatecznego ciosu. Shiroto posunęła się odrobinę za daleko.
-Moja wina? To chyba ty nie nadajesz się do tej pracy, skoro rozlewasz zamówienia klientów- warknął i zabrał się za pakowanie towaru.
Dziewczyna poczuła jakby ktoś ugodził ją ostrym nożem. Jeszcze nikt nigdy jej tak bardzo nie zranił. Poczuła, że za chwilę tego nie zniesie i wybuchnie płaczem.
-Proszę, płacisz dziesięć wonów.
Z trudem wyciągnęła pieniądze i pozbierała zakupy.
-Już nigdy tu nie przyjdę, możesz być tego pewny.-oznajmiła.
Spojrzał na nią dziwnie.
-Twój wybór.
Prychnęła pod nosem i natychmiast opuściła sklep.


GD szykował się do imprezy. Był mega szczęśliwy, że udało mu się zostać didżejem na dzisiejszą noc. Zawsze marzył żeby poprowadzić ludzi w rytm muzyki i tańca. Pragnął żeby się bawili i dobrze wspominali jego występ. Jego występ? Chyba za bardzo się rozmarzył. Jeszcze nie jest na scenie, inni go nie znają, nie rozpoznają, ale to się zmieni. Jego wielkie  marzenie ma szansę się spełnić. Musi tylko pomóc losowi. Zaczynając od niewielkiego klubu, gdzie przychodzą ludzie ma szansę zaistnieć. Pokazać swój talent. Jeszcze nadejdzie jego czas.


Shiroto była na siebie zła. Niepotrzebnie dała się ponieść emocjom. Mogła przecież zignorować złośliwe docinki Pana Doskonałego i wyjść stamtąd z dumą. Ale nie wyszło. Jak zwykle musiała coś zepsuć. Była w tak podłym nastroju, że teraz tylko głośna muzyka i drink mogły pomóc. Przechodziła obok przystanku autobusowego gdy zauważyła ogłoszenie. Podeszła bliżej i przeczytała. To było ogromne zaproszenie na dzisiejszą imprezę do klubu ''U Kathy'' i didżej zapraszał każdego na niezapomniane show w jego wykonaniu. Każdy mógł przyjść. Pełnoletni oczywiście, a wstęp był za półdarmo. Czemu nie skorzystać z takiej okazji?
Shiroto postanowiła, że pójdzie i zapomni choć przez chwilę o swoich niepowodzeniach i porażkach. Tylko na ten jeden wieczór...

Gdy Shiroto dotarła pod klub poczuła się odprężona i wolna. Powiew świeżego, czystego, chłodnego powietrza podziałał na nią cudownie. Miała na sobie krótką sukienkę, nową chustę, buty na płaskim obcasie, ułożone włosy i dobry nastrój. Właśnie tego jej było trzeba. Może nawet zrezygnuje z drinków? Z uśmiechem na ustach weszła do środka. Powitał ją tłum ludzi i ogłuszająca muzyka. Przeciskała się łokciami dopóki nie doszła do baru. Tam zajęła sobie upatrzone miejsce i rozejrzała się dokoła. Miły lokal. Ładny wystrój, nowoczesne sprzęty, fachowa obsługa. Gdy pomyślała o tym ostatnim smutek pojawił się na jej twarzy, lecz po chwili znikł. Nie po to tu przyszła żeby się teraz zamartwiać. Teraz był czas na to żeby trochę się zrelaksować. I zapomnieć.
Zamówiła szklankę soku z lodem i popatrzyła na salę. Ludzie tańczyli, śmiali się, rozmawiali. Skierowała swe oczy na didżeja i poczuła się jakby zabrakło jej powietrza. To był ten chłopak z daszkiem z kawiarnii!
Odwróciła się z powrotem. To się nie mogło dziać naprawdę. Najpierw ten ze sklepu, a teraz... Dość. Musi stąd wyjść. I zepsuć sobie wieczór?  Przecież ten chłopak próbował jej pomóc, pomimo tego iż zniszczyła mu dokumenty. Postanowiła, że jednak zostanie. Zresztą on nawet jej nie widział.
I niech tak zostanie.

Gdy T.O.P wszedł do klubu skierował się w stronę dzisiejszego didżeja. GD wymiatał. Był naprawdę dobry! Ludzie tańczyli i świetnie się bawili, a o to przecież chodziło. Chłopaki obiecali, że później wpadną i zobaczą ten cud natury. A było co oglądać! G-Dragon postarał się żeby nie było nudno i urozmaicał wieczór różnymi kawałkami. Puszczał szalone piosenki, potem dla odmiany spokojne ballady, a słuchaczom to przypadło do gustu.
T.O.P również pragnął zapomnieć o dzisiejszym dniu i dać się porwać muzyce. Ta jego klientka-kelnerka zdecydowanie zepsuła mu dzień. Za kogo ona się uważa, żeby oskarżać go o to, że straciła pracę? Nie był niczemu winien. Ale najwyraźniej ją uraził, bo miał wrażenie, że gdy wychodziła była smutna. Nie zrobił tego celowo. Nie chciał jej sprawiać przykrości. Nie był typem mściwej osoby.
Podszedł do baru i wypił szklankę wody. To zawsze działało na jego głowę i dzięki temu lepiej się czuł, a tą dziewczyną za bardzo się przejmował.
Gdy odwrócił się w przeciwną stronę miał wrażenie, że źle widzi. Jego wzrok się pogorszył w ciągu sekundy, albo ta dziewczyna naprawdę tu jest. Musiał się upewnić, choć wcale nie chciał kolejnego spotkania z nią.
Wstał i powoli podszedł do niej. Gdy spojrzała na niego tymi pięknymi oczami zrozumiał, że to jednak nie przywidzenie, a jej osoba naprawdę znajduje się w tym pomieszczeniu...



 













czwartek, 15 sierpnia 2013

THE GAZETTE

             Witam!
 Wiem, że długo nie pisałam więc postanowiłam coś w końcu zamieścić. Może jakąś dobrą muzykę?
Bardzo, ale to bardzo lubię słuchać j-rocka, czyli japońskiego rocka gdyby ktoś nie wiedział co mam na myśli;) Zespół The GazettE powstał w 2002 roku i dla mnie jest niesamowity. Oprowadzę Was po ich muzyce dodając teledyski i utwory. Nie będę Was tutaj zanudzać historią, nagrodami i czym tam jeszcze. W Wikipedii jest tego mnóstwo. Ale podstawy trzeba znać:
* Ruki (prawdziwe nazwisko: Takanori Matsumoto)- wokal, teksty.
* Kai (Yutaka Tanabe) -perkusja, lider
* Uruha (Kouyou Takashima) - gitara prowadząca
* Aoi (Yuu Shiroyama)- gitara
* Reita (Akira Suzuki) -gitara basowa
* były członek zespołu Yune, który grał na perkusji odszedł w 2003 roku.
      Bardzo łatwo rozpoznać, który jest kim. Tak dla przykładu: Reita (mój ulubiony członek zespołu) ma zakryty nos chustką, ponieważ go nie lubi. Zupełnie tego nie rozumiem. Rei to niezłe ciacho!
 Zresztą sami zobaczycie:)
The GazettE należą do nurtu visual kei, o którym możecie poczytać w naszej kochanej Wikipedii.
         A teraz kilka zdjęć:
               

                    REITA







 
 
 
Kai
 
 










                                                   Aoi








                  

                                                     Uruha















                                                     Ruki























                          The GazettE









                    Mam nadzieję, że się podobało. A teraz utwory tego jakże świetnego zespołu. W ich muzyce oprócz rockowego brzmienia można usłyszeć punk rocka, heavy metal, wstawki hip-hopowe i elektroniczne. Zapraszam do słuchania!


   
Ich pierwsza piosenka. Oto wersja live, a poniżej z tego roku ten sam utwór. Śmiało można zauważyć jak głos wokalisty uległ zmianie przez te lata.


  '' Taion'' to bardzo smutna piosenka. Została napisana ku pamięci zmarłej dziewczyny, którą spotkała straszna tragedia ( Junko Furuta -czytaj w Wikipedii). Wersja live jest niesamowita. Ruki ma głos, którym pokazuje prawdziwy ból i tragedią jaka spotkała tę dziewczynę. To tak jakby przez niego przemawiał duch zmarłej.

Oto inne utwory, które wprost kocham:




         A tutaj prezentuję solowe popisy:

Powyżej fragment trasy koncertowej pt. ''Nameless Liberty Six Guns''. Zachęcam do obejrzenia koncertu. Tu prezentuję koniec, który wzrusza do łez. The GazettE kochają swoich fanów tak bardzo, że nie potrafią się z nimi rozstać. Coś pięknego!
Wzruszyłam się:)


Mam nadzieję, że się podobało. Komentujcie i do następnego razu;)