Shiroto chciała zapaść się pod ziemię. A najlepiej by
było dla niej jakby zemdlała. Przed sobą zobaczyła czarnowłosego, wysokiego mężczyznę,
który pracował w sklepie, doprowadził do tego, że zwolniono ją z pracy i
niesamowicie ją denerwował. Ze złości, aż wydęła usta i popatrzyła na niego
agresywnie. Miała chęć zapytać co tu robi i dlaczego zawsze jest tam gdzie ona.
Jej oczy ciskały błyskawice w jego kierunku, ale widać się tym nie przejął, bo
pozostał na miejscu.
-Dlaczego tutaj jesteś? -zapytał zaskoczony.
Shiroto warknęła:
-A ty? Po co mnie śledzisz?
-Co takiego?-uniósł brwi.- Nie miałem pojęcia, że tu będziesz.
Gdybym wcześniej wiedział to poszukałbym sobie innego klubu.-rzucił oschle.
-Ale jesteś miły.-prychnęła i odwróciła się od niego.
Podeszła do baru i wychyliła kieliszek drinka. A potem następny. Nie zwracała
uwagi na osobę stojącą za nią. Chciała zapomnieć o całym świecie chociaż na
chwilę. Właśnie miała zamiar wypić kolejny drink, gdy czyjaś ręka chwyciła jej
szklankę.
-Nie pij więcej.-usłyszała tuż przy uchu. Zamarła z
podniesioną ręką. Poczuła zapach męskich perfum, które pobudzały jej zmysły i
niesamowicie jej się podobały. Mogłaby utonąć w tym zapachu, lecz po chwili
przypomniała sobie kto za nią stoi i odwróciła się ze złością.
-Oddaj mi to. Nie będziesz mi mówić co mogę, a co nie.
-Będziesz tego żałować.-rzucił i zwrócił jej szklankę.
-Nie sądzę.-odparła i wróciła do baru. Usiadła na
swoim miejscu i zaczęła pić.
****************
T.O.P patrzył na dziewczynę, którą spotkał w sklepie i
nie mógł uwierzyć, że próbował jej pomóc. Jeśli chce się upić to jej wybór. Ale
skoro tak to dlaczego gdy widział, że pije coraz więcej miał ochotę ją zganić
za głupotę i odebrać szklankę? To nie było w jego stylu. Zupełnie jej nie znał,
była mu obca i nie cierpiała go równie dobrze jak on jej. Mimo wszystko zauważył,
że ją zranił. To przez niego była smutna i chciała odlecieć. Zauważył jak się
ubrała i dopóki on się nie pojawił pewnie dobrze się bawiła. Ale skąd mógł
wiedzieć, że tu dziś będzie? W mieście jest wiele klubów, dlaczego wybrała
akurat ten?
Przez cały wieczór nie spuszczał z niej oczu. Gdy
zrobiło się naprawdę późno chciał już sobie pójść i zostawić ją samą, lecz
zauważył coś czego nie mógł zignorować. Gdy dziewczyna wypiła któregoś już z
kolei drinka podszedł do niej obcy mężczyzna i coś powiedział. Ona spojrzała na
niego dość nieprzytomnie i pokiwała głową na boki, cokolwiek to miało znaczyć.
Mężczyzna widocznie uznał to za zgodę, bo chwycił ją pod ramię i zaczął ciągnąć
w stronę parkietu. Brunetka opierała się i wyrywała, ale natręt nie chciał jej
puścić. T.O.P był bardzo ciekawy co się teraz wydarzy. Jego pomoc odtrąciła więc
niech sobie radzi sama. Pijana dziewczyna i mężczyzna znaleźli się na parkiecie
i zaczęli tańczyć w rytm muzyki. Jeśli to można było nazwać tańcem. Dziewczyna
kiwała się na boki i przewracała, ale towarzysz nie puścił jej ani na chwilę. W
końcu widocznie miała dość jego towarzystwa, bo próbowała się wyrwać i odejść.
Z dość marnym skutkiem. Facet wyraźnie zaczął się do niej przystawiać, na co
ludzie nie reagowali, bo było zbyt głośno i ciemno, żeby cokolwiek zobaczyć.
Ale T.O.P. wyraźnie widział i miał już dość. Wstał i podszedł do szarpiącej się
pary. Chwycił mężczyznę za ramię i rzucił:
-Zostaw ją, nie jest zainteresowana.
-Pewnie, że jest , tylko jeszcze o tym nie wie.
-Daj jej spokój.-warknął coraz bardziej zły na
dziewczynę, że doprowadziła do takiej sytuacji i swojego nietrzeźwego stanu.
Brunetka widocznie podzielała jego zdanie, bo zaczęła
się szarpać i wyrywać obcemu.
-No już maleńka, zaraz stąd pójdziemy.- powiedział
natręt.
-Nigdzie z tobą nie pójdę! -warknęła.
T.O.P miał już powyżej uszu tego dnia i wieczora.
Marzył żeby wrócić do domu i pójść spać. Dlatego postanowił skrócić tę kłótnię
o nic.
- Hej, głuchy jesteś czy jak? Powiedziała, że nie
pójdzie. Więc zostaw ją w spokoju.
-To chyba nie twoja sprawa, co koleś?
- Chyba jednak moja, bo jestem tu z nią, rozumiesz czy
mam ci to jaśniej wytłumaczyć?
Mężczyzna widocznie się zmieszał.
-Ale...ach..ja myślałem, że...mówiła mi, że jest
sama...
-No widzisz? Nigdy nie ufaj kobiecie.-rzucił i chwycił
dziewczynę pod ramię. W samą porę, bo brunetka właśnie przestała w ogóle
reagować na cokolwiek. Była tak pijana, że nie wiedziała gdzie góra, a gdzie dół.
Mężczyzna odszedł niepocieszony, a T.O.P pozostał z kłopotem. Zastanawiał się
co teraz. Nie wiedział gdzie mieszka nieznajoma, więc jedynym wyjściem było
zabrać ją do siebie. Nie mógł jej pozostawić na ulicy, bo ktoś mógłby ją okraść,
albo pobić.
Miał tylko nadzieję, że jakoś mu to wynagrodzi i
chociaż podziękuje. Wziął ją na ręce i opuścił klub nie żegnając się nawet z
przyjaciółmi.































































