-Shiroto! -usłyszała głos swego szefa.- Na dzisiaj skończyłaś. Możesz iść do domu.
Uradowana, zebrała resztę naczyń i pospiesznie zaniosła do środka. Postawiła wszystko na blacie i zabrała swoją torebkę z szatni w której się przebierała. Szybko zrzuciła z siebie biały fartuszek oraz czarne krótkie spodenki i wskoczyła w wygodniejszy strój. Nałożyła fioletową bluzkę i bawełniany sweterek oraz dżinsy. Od razu lepiej, pomyślała. Gdy się odwróciła napotkała spojrzenie swego pracodawcy, pana Jung.
-Jutro będziesz musiała zostać dłużej.-oznajmił bacznie jej się przyglądając.
Z trudem przełknęła ślinę.
-Dlaczego?
Omiótł ją taksującym spojrzeniem od góry do dołu. Poczuła się tak jakby nie miała nic na sobie.
-Jutro lokal będzie zamknięty ze względu na rezerwację. Będzie dużo ludzi więc potrzebujemy jak najwięcej pracowników.- kolejny raz rzucił na nią okiem.-Mogę na ciebie liczyć?
-Oczywiście.
Jakby miała jakiś wybór.
-Poproszę jeszcze to.- wysoka blondyna podała mu złoty naszyjnik z wzorem salamandry. Dość drogi, ocenił. Pewnie ma bogatych rodziców,pomyślał patrząc na dziewczynę stojącą przy ladzie. Miała modne ubrania i różne wisiorki oraz bransoletki na szyi. O kolczykach już nie wspominając. Do tego czerwona szminka i ciemnofioletowe cienie pod oczy. Na nogi wysokie szpilki, oczywiście czarnego koloru. Robiła wrażenie figurowej laly. Albo nie miała pojęcia o modzie i elegancji albo była po prostu głupia. T.O.P stawiał na drugą wersję.
-Proszę bardzo.-odparł z miłym uśmiechem i skasował naszyjnik.
Blond piękność, jeśli można ją tak nazwać, stała tylko i się gapiła.
W końcu odezwała się zaskakująco słodkim głosem. Sprzedawca aż się skrzywił.
-Czy po pracy jesteś może wolny..-zerknęła na plakietkę przypiętą do jego koszuli.-... T.O.P ?
Brunet sapnął w duchu. Świetnie.
-Jestem bardzo zajęty.-odparł. -Coś jeszcze?
Blondyna nie dała się tak łatwo odprawić.
-To może wybierzemy się na drinka? -rzuciła kokieteryjnie i zamrugała rzęsami.
Podał jej siatkę z zakupami.
-Miłego dnia i zapraszamy ponownie.
-Ach, rozumiem. Trudny orzech do zgryzienia. Wpadnę tu jutro.-powiedziała na koniec i zamaszystym krokiem wyszła ze sklepu.
T.O.P odetchnął z ulgą.
-Hej, jak się masz?
Odwrócił się na dźwięk znajomego głosu.
-GD, cześć.- wyszedł zza kontuaru i podszedł do przyjaciela.
-Ciężki dzień? -zapytał G-Dragon widząc jego minę.
-Widziałeś tę dziewczynę, która przed chwilą stąd wyszła?
Smok pokiwał głową i uśmiechnął się.
-Tak. Trudno jej nie zauważyć. Narzucała się?
-Niestety.
-Jak bardzo? - GD puścił oczko.
-Za bardzo.- T.O.P usiadł na krześle i wskazał miejsce swojemu kumplowi.
-Masz jakąś sprawę? -zapytał.
-Pewnie. Bo dlaczego nie miałbym cię odwiedzić tak po prostu?
Brunet przewrócił oczami.
-Zbyt dobrze cię znam. Mów o co chodzi.
G-Dragon rozsiadł się wygodnie.
-Dobra. Napisałem coś.
T.O.P zamrugał zaskoczony.
-Co?
-Właściwie to..więcej niż jeden utwór. Ale nie chciałem nic jeszcze mówić, bo sam nie byłem pewny czy pomysł wypali. Przydałyby się jakieś poprawki.-popatrzył na niego.- Piszesz dobre rymy. Może być coś dopisał?
Brunet powoli skinął głową.
-Pewnie. Najpierw musiałbym zobaczyć tekst.
-Ma się rozumieć. Nie mam go przy sobie. Dałem do poczytania pozostałym. Mam nadzieję,że coś z tego zostanie.
Obaj wybuchnęli śmiechem.
-Spojkajmy się pojutrze w tej kawiarnii na rogu, okej? -zaproponował GD i wstał.
-Okej. O pierwszej jestem wolny.
-A tak przy okazji. Umówiłeś się z tą blondynką czy nie? -spytał jego przyjaciel i zaczął cicho chichotać.
-Weź mnie nie denerwuj.- T.O.P klepnął go w ramię, po czym sam wybuchnął śmiechem.
Shiroto biegała między stolikami i zgarniała zamówienia klientów.
Co za ciężki dzień. Kto powiedział, że będzie łatwo? Szef ostrzegał, że to będzie jakaś tam impreza. Ale nie powiedział, że to urodziny jakiegoś dziecka! A jak wiadomo dzieci mają dużo znajomych, również dzieci. I tak oto piękny spokojny poranek zamienił się w głośne i hałaśliwe popołudnie z garstką rozwrzeszczanych małych dzieci. Shiroto obiecała sobie, że nigdy nie będzie mieć dzieci. Nie po tym co dzisiaj przeżyła.
Na dodatek szef kazał zostać dłużej. Po co? Przecież przyjęcie za parę chwil dobiegnie końca. Dzieci będę zmęczone, pójdą do domu, a ona w końcu sobie odpocznie. Wieczorem nie mają powodu, żeby tu przesiadywać. Więc o co chodzi? Najwyraźniej panu Jung coś się pomyliło.
Zadowolona spokojnie postawiła danie dla gości i poszła na chwilkę do łazienki. Umyła twarz ciepłą wodą i uczesała trochę poplątane włosy. Spojrzała na lustro i ze zdziwieniem zauważyła w nim odbicie swojego szefa. Podskoczyła.
-To damska toaleta.-powiedziała.
-Szukałem cię.-odparł pan Jung.
-Wyszłam tylko na chwilę. Potrzebowałam...-zamilkła, gdy zauważyła jak jej szef wsuwa kosmyk jej włosów za ucho.
-W porządku.
Nie wiedziała jak ma się zachować. Co powiedzieć? Co zrobić? Jego zachowanie bardzo jej się nie podobało. Wręcz wypełniało ją odrazą. Pan Jung miał około czterdziestu lat i ciągle był młody, ale miał również żonę i dzieci. Nie podobał jej się.
Gwałtownie się odsunęła. Chyba zrozumiał, bo więcej się nie zbliżył.
-Jeśli to wszystko to wrócę na salę.-powiedziała z ulgą panując nad głosem.
-Tak. Masz rację.
Odrwócił się i wyszedł. Shiroto oparła się o ścianę, w środku cała drżąc. Nie. Nie pozwoli nikomu na takie traktowanie. Stanowczo wyszła z pomieszczenia i wróciła go gości. Przez cały dzień ani razu nie spojrzała na szefa.
T.O.P leżał i nie mógł zasnąć. Była godzina pierwsza nad ranem,a on nie zmrużył oka nawet na godzinę. Co się stało? Przecież nie miał żadnych zmartwień, wszystko układało się dobrze. Już wkrótce będzie mógł śpiewać, jeśli plan G-Dragona pójdzie dobrze.Razem z przyjaciółmi od dawna planowali założyć zespół. I tym samym spenić swoje największe marzenie. Marzenie o muzyce. To było dla nich całym światem. Grać, śpiewać i dawać ludziom radość.
Wstał z łóżka i zszedł na dół do kuchni. Nalał sobie szklankę wody i wypił powoli. Za oknem księżyc świecił w pełni, a niebo pokrywały tysiące gwiazd. Brunet zamarł ze szklanką w dłoni.Nagle do głowy przyszedł mu pomysł.Wrócił pospiesznie na górę, wyciągnął czystą kartkę papieru oraz długopis i zaczął pisać.
Dzień był piękny. Świeciło słońce, a niebo było czyste i błękitne. W kawiarnii praca trwała w najlepsze. O poranku nie było dużego ruchu, lecz mimo to, Shiroto nie była w nastroju. Bolał ją brzuch i głowa, a tabletki w ogóle nie pomogły. Dobrze, że dzisiaj mam taki nastrój,a nie wszoraj gdy było tak tłoczno, pomyślała i przysiadła na chwilę na taborecie. Pan Jung nie zaczepił jej odkąd przyszła, ani nawet się z nią nie przywitał. Co bardzo było jej na rękę. Wolała dzisiaj go nie spotkać.Nie w takim stanie. Od razu by się zamartwiał i przejmował nie wiadomo dlaczego.
Gdy wróciła sprawdzić czy goście czegoś nie potrzebują, zauważyła nowych klientów. Jeden z nich, brunet w czarnej skórzanej kurtce siedział wygodnie na krześle i patrzył z uwagą na swego towarzysza, który był ubrany w ciemne spodnie, luźną koszulkę oraz czapkę z daszkiem. Dyskutowali o czymś,a na stoliku położyli jakieś dokumenty. Shiroto powoli podeszła do ich stolika. Mężczyźni popatrzyli na nią.
-Witam. Czy coś podać?- zapytała i popatrzyła na tego z daszkiem.
-Jasne. Dla mnie sok pomarańczowy.-odparł i posłał jej słodki uśmiech.
-Oczywiście. A dla pana? - zwróciła się do bruneta.
Przez chwilę patrzyli na siebie.
-Woda.-rzucił lekko i podziękował skinieniem głowy.
Shiroto poszła przekazać zamówienie do barmanki stojącej za ladą.
Gdy wróciła przeglądali jakieś kartki i pisali coś. Postawiła napoje na stoliku i życzyła smacznego.Byli tak zajęci,że nawet jej nie zauważyli.
Przez kilka minut roznosiła drinki i różnego rodzaju dania. W końcu zauważyła szefa stojącego przy barze i przyglądającego się jej. Poczuła ścisk żołądka i zawroty głowy. Spokojnie,powtarzała sobie, tylko spokojnie.
Z każdą chwilą ból brzucha nasilał się. Miała tylko nadzieję,że nie zwymiotuje. Właśnie niosła kawę do stolika, gdy niechcący potknęła się i napój wylądował na czyichś papierach. Pełna najgorszych przeczuć podniosła głowę. Nie myliła się. Ciemnobrązowa kawa rozlała się po dokumentach tych dwóch mężczyzn, którzy przyszli niedawno. Przestraszona popatrzyła na nich. Chłopak z daszkiem wyglądał na tak zaskoczonego, że nie był w stanie się odezwać. Brunet otworzył oczy ze zdziwienia,a gdy napotkał spojrzenie wystraszonej kelnerki zmarszczył brwi.
-Zobacz, co zrobiłaś! -krzyknął.
-Ja..bardzo przepraszam..-wyjąkała. Miała ochotę stąd uciec. Jak najdalej.-To było niechcący. Pokryję wszelkie koszty.
-Koszty?! To nie ma już znaczenia.
-Daj spokój.-odezwał się ten z daszkiem.-Nic już nie możemy zrobić.
Shiroto stała jak wmurowana. Wiedziała, że goście ją obserwują i szeptają między sobą.
-Co się tu dzieje?
Tylko nie teraz, pomyślała. Szef zbliżał się do stolika.
-O co chodzi? -zapytał.-Jestem właścicielem tego lokalu.
-Pana pracownica rozlała kawę na ważne dokumenty.-wyjaśnił brunet.
-Niechcący.-dodał chłopak z daszkiem.
Shiroto była wdzięczna za tę uwagę, lecz wiedziała, że nie pomoże.
-To prawda?- szef zwrócił się do niej.
-Tak. -odparła.
Na chwilę zapanowała absolutna cisza.
-Przykro mi..-pan Jung wyglądał na smutnego.-od dzisiaj już tu nie pracujesz.
-Ale..
-Takie są zasady.Naprawdę bardzo mi przykro.-to ostatnie zdanie powiedział do gości.
-Czy to konieczne? -zapytał przyjaciel bruneta, który tak ją bronił.-To tylko głupia kawa.
-Niestety takie mamy tu reguły. Kto ich nie przestrzega..
Brunet nie odezwał się słowem. Nawet nie spojrzał na Shiroto.
Dziewczyna powoli wycofała się. Gdy znalazła się w szatni, najszybciej jak potrafiła przebrała się i spakowała swoje rzeczy.Nie chciała być w tym miejscu ani chwili dłużej. Poczuła jak coś mokrego spływa jej po policzku. Ręką otarła łzy. Nie wierzyła, że przez taki głupi wypadek straciła pracę. Co teraz zrobi?
-Shiroto..
Odwróciła się.
-Bardzo mi przykro, naprawdę.
-Wiem.-wzięła torebkę i zawiesiła na ramieniu.-Mnie również.
Szef przepuścił ją w drzwiach i życzył powodzenia. O tak, przyda jej się.
Mijając stolik z feralnymi gośćmi zauważyła, że jest pusty.
Piszcie, komentujcie. Rozdział 2 wkrótce! ;)





Bardzo fajny rozdział!Czekam na następny.
OdpowiedzUsuń